Jesień! Najbardziej ponura pora roku. Najwięcej smutku, chandr, deszczu, chmur i nudy!
Ależ skąd, nic bardziej mylnego jesień jest zajebista! I mówię to ja Skrzat Pogodynka...przyznam się teraz do wstydliwych wstydliwości albowiem, płaczę razem z chmurami. Gdy one płaczą ja razem z nimi. Wywiązał się nawet pewien konflikt z tego tytułu, bo jak ja zacznę płakać pierwsza to mają mnie głęboko w nosie i chowają się gdzieś po drugiej stronie globu, potrafią nawet słońce wydelegować by pogadało no ale spokojnie pracujemy nad tym. Tak czy inaczej uwielbiam jesień, za złote kolory, za dynię i za grzyby, za magiczne góry otulone chmurami i nawet za ten deszcz. Dlatego też dziś bardzo jesiennie, moje dwie ulubione kombinacje: zupa z dyni iiii makaron z grzybami!
"Złote Błoto jesieni" Potrzeba Ci:
Jednej małej dyni z zieloną skórką, Mama Skrzat mówi, że to odmiana blue hokkaido, która prezentuje się o tak:Myślę że rodzaj dyni nie jest najważniejszy, ale...prawdę powiedziawszy...krem dyniowy robiłam tysiące razy z rozmaitych odmian i mogę powiedzieć z ręką na sercu, że ta odmiana wymiata, jest po!
Co oprócz dyni?
Włoszczyzna, ja kupiłam taką włoszczyzna clasic ;D z biedy za 3zł gdzie w opakowaniu był por, seler, pietrucha i mafefka.
Chleb do grzanek.
Sól, pieprz i moja ukochana gałka muszkatołowa.
Wrzucamy ją do piekarnika - ja nastawiłam grzanie na 200st - iiii czekamy, aż się zrobi miękka. Ponownie JakiSkrzacie wiem, że nie masz piekarnika, ale jak nie masz to porostu pomiń ten etap.
W czasie jak nasza pomarańczowa koleżanka sobie gdzieś leżakuje, obieramy włoszczyznę, kroimy ją na małe kawałki i wrzucamy do osolonej gotującej się wody (wtedy warzywa nie wiem czemu ale są smaczniejsze, aha i z ilością wody nie przesadzajcie, mają zostać nią "przykryte", JakiSkrzacie ponownie mały komunikat wrzuć swoją dynię w tym momencie razem z resztą)
Jak już wszystko jest miękkie, dorzucamy upieczoną dynię do kolegów w garze, blendujemy całość, dodajemy przypraw, sól pieprz, gałka robimy grzanki i wcinamy z trzepoczącymi uszami.
Królowie lasu:
Jak już będziecie miały ok 20 pysznych pachnących szczęściem podgrzybków, borowików, czarnych-łepków i innych takich, oczyśćcie je i pokrójcie na kawałki, nie plasterki - broń Bogów - wtedy zamordujecie królów lasu! Usmażcie jedną cebulkę na dużej ilości masła, a następnie dorzućcie grzyby. Gdy po godzinie pyrkania na malutkim ogniu będą miękkie dodajcie parę łyżek śmietany 18%, szczyptę cukru i jak macie dwie łyżki białego wina. Doprawcie solą i pieprzem ugotujcie makaron taki jaki lubicie iiii rozkoszujcie się tym królewskim daniem!
Ten dań jest o tyle fantastyczny, że po porannym spacerze, w towarzystwie drzew, ptaków, pająków, żuczków, liści, zapachów natury, wrócimy do domu głodne jak wilki i szczęśliwe jak nigdy!
Pozdrawiam Was Zuchy moje, a szczególnie Skrzata z Katowic, który wysłał wiadomość, że zmierzy się dziś z plackami z cukinii!


Dobra... a jak pójdę polować do sklepu na te grzyby, to nadla będzie git? :D
OdpowiedzUsuńNie nie nie...Weź Leo pod pachę i zasuwaj! :D
UsuńPyszności niebywałe, już tęsknie za skrytą! Właśnie wróciłam bogatsza o dwa jajka i idę na solo z cukinią, po tym spotkaniu zostaną z niej placki :D
OdpowiedzUsuńWidziałam już przepyszne efekty cukiniowej batalii! Mniam, wyglądały o niebo lepiej niż moje pampuchy!
Usuń