środa, 5 sierpnia 2015

A na upał... Chłodnik z Kalarepy

Upał, aż się skrzatne brzuszki gotują... Czwarty dzień 30 stopni w cieniu i aż strach piekarnik włączać. No to cóż tu, gałganki wy moje, upichcić? CHŁODNIK!
A dzisiaj do mojej niepoukładanej głowy wpadł pomysł na chłodnik z KALAREPY. Powiem szczerze, że moje kubki smakowe lepszego nie posmakowały. Do tego (tak wiem ja znowu swoje) bardzo fit :) Składniki bardzo tanie, a wykonanie nawet ciut łatwiejsze niż chłodnik litewski, bo kalarepa się łatwiej uciera. Jest bardzo sycący i lekko pikantny.
A co nam do tego CUDO-KALAREPO-CHŁODNIKU potrzeba?
  • 500 ml maślanki (jakaś inna jak nie Mrągowska :P )
  • 150g kalarepy
  • świeży koperek
  • pierz i sól do smaku
Kalarepkę ścieramy na grubych oczkach. Dodajemy maślanki i posiekany koperek według uznania. Doprawiamy. Najlepiej, żeby skurczybyk poleżał sam ze sobą w lodówce przez noc, co by się przegryzł.
Smacznego Fintifluszki :)

środa, 22 lipca 2015

Burgery bez glutenu ;)

Wpadają znajomi... niby tylko trzy osoby a wymagania spore: ma być zdrowo, wege i smacznie, czyli to co tygryski lubią najbardziej. Ale przyszła kolej na brak glutenu...
No więc czas rano nastawić budzik i zniknąć w kuchni na pól dnia ;)
Pora na (dwa przepisy poniżej) buraczane burgery w gryczanych bułeczkach :)

  1. Burgery
    Jak dwa posty poniżej (http://projektskrzaty.blogspot.com/2015/07/burgery-proste-jak-budowa-cepa.html), tylko trzy łyżki kuskus zastępujemy taką samą ilością kaszy jaglanej.
  2. Bułeczki
    Od razu dodam, że to był mój pierwszy bezglutenowy wypiek. Mój gość, który jest na diecie bezglutenowej, bardzo pochwalił bułeczki, więc wyszły całkiem nieźle ;)
    No to co z tymi bułkami?
    Potrzeba nam:
    - 150g mąki gryczanej (czyli 150g kaszy gryczanej zmielonej w młynku do kawy)
    - 100g skrobi ziemniaczanej
    - 1 łyżka oliwy z oliwek (ja użyłam oleju ryżowego – nie ma różnicy jaki to będzie olej)
    - 7g drożdży w proszku
    - 1 łyżeczka soli
    - 1 łyżeczka miodu
    - 180 ml wody

No i co dalej?
Drożdże mieszamy z wodą i miodem. Dodajemy do mieszkanki mąki, skrobi, soli i oliwy i wszystko ugniatamy w jednolitą masę. Odstawiamy pod przykryciem w ciepłe miejsce na 40 minut. Potem z ciasta delikatnie formujemy bułeczki (mi wyszły cztery średniej wielkości bułki jak na zdjęciu), i odstawiamy je na 20 minut. Następnie pieczemy je 25 minut w 190 stopniach w piekarniku.

Voilà! :)




niedziela, 5 lipca 2015

Chlebek z samych ziarenek :)

Dziś pragnę przedstawić Państwu najmniamuśniejszy chleb pod słońcem. Składa się on głównie z samych ziaren. Jest przepyszny, bardzo sycący, pełen wartości odżywczych i łatwy do zrobienia. Wyżej wymieniony można kupić w sklepie, ale jest bardzo drogi. Najlepiej zrobić go w domu, a ja pragnę zaproponować Wam jego wersję light :) 

Co nam potrzeba?
- 1 szklankę nasion słonecznika
- 3/4 szklanki nasion siemienia lnianego
- 10 łyżek zmielonego siemienia lnianego
- 2 szklanki letniej wody
- 2 łyżeczki soli
- 1 i 1/2 szklanki płatków owsianych
- 1 łyżeczka stewii 
- 1/2 szklanki pestek dyni

Wszystkie składniki wrzucamy do jednej michy i dokładnie mieszkamy. Potem gotową masę przekładamy do keksówki i odstawiamy na 2 godzinki, żeby wszystko się ładnie połączyło. Zdjęcie poniżej zostało zrobione właśnie na etapie leżakowania w keksówce . Po tym czasie wrzucamy skurczybyka do piekarnika nagrzanego do 185 stopni i pieczemy przez przez 60 minut.

PS: taki chlebek ma to do siebie, że dość szybko się psuje. Więc jak nie chcemy wcinać na 3 posiłki dziennie chleba z ziaren to polecam po wystygnięciu pokroić go na kromki i zamrozić. Po jednym kawałku szybciutko można go rozmrozić w mikrofalówce :) 

Smacznego Misiaczki :) 

czwartek, 2 lipca 2015

Burgery proste jak budowa cepa…

Czas ożywić trochę tę witrynę skrzatnych pyszności... Mój pierwszy post na tym wielkiej mocy
Zacznę zatem od dania, które wcinam od miesiąca non-stop i mogę jeszcze. A mowa tu o wegetariańskich buraczanych burgerach w otrębowych bułeczkach. Danie bardzo sycące, smaczne, niskokaloryczne i przede wszystkim PROSTE JAK BUDOWA CZOŁGU T-54.

Burgery:
- 3 łyżki kaszy kus-kus
- średniej wielkości burach
- 1 jajo
- przyprawy (polecam przyprawę do kurczaka)
- wedle uznania jakieś ciekawe dodatki, jak np. prażone pestki słonecznika lub dyni, ale nie jest to konieczne

Bułeczki:
- 250 g zielonego groszku z puszki
- 2/3 szklanki otrębów owsianych
- ½ szklanki otrębów żytnich
- 1 jajo
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- do smaku sól i zioła prowansalskie (lub inne ulubione zioła). Można także dodać ziarenka siemienia lnianego czy słonecznika.
No i co teraz?

1. Zacznij od kotletów: Kaszę kus-kus przygotowujemy wg. przepisu na opakowaniu. Surowego, obranego buraka ścieramy na tarce na grubych oczkach. Mieszkamy kaszę, buraka i jajo (i inne zachcianki), doprawiamy. Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia nakładamy placuszki (warto je trochę łyżką uklepać) o grubości 1,5 cm. Pieczemy je około 40 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
2. Bułeczki: groszek rozgniatamy widelcem lub blenderem i mieszamy z jajkiem tak aby powstałam nam gładka masa (jeśli zostaną widoczne kawałki groszku lub skórki to nie trzeba się tym przejmować). Do tego dodajemy otręby, proszek do pieczenia i przyprawy. Wszystko mieszamy. Najlepiej zrobić to ręką. Następnie w rękach formujemy bułeczki i robimy z nimi to samo co z burgerami – na papier i do piekarnika na 40 minut w 180 stopniach.
* kroić dopiero jak ostygną - wtedy jest mniejsze prawdopodobieństwo, że się rozpadną.
Do burgerów rzucamy wszystko na co mamy ochotę – sałatę lodową, rukolę, kiszonego ogórka, pomidora, cebulę, musztardę, kapary… co duszyczka zapragnie i wcinać

Nie polecam dania na pierwszą randkę, bo jedzenie burgerów nie należy do najestetyczniejszych. ;)  


poniedziałek, 3 listopada 2014

Bigos Trolla


Niestety bez miecha!
Do  przygotowania Bigosu, potrzebny jest niezły zapas rzeczy niepotrzebnych w 
szafkach i lodówce ! :)

Zaczynając od - Kapusty kiszonej - 1 KG, a co ! Ma być dużo !?
2 olbrzymie jak jaja bizona cebule!
Słoik przecieru pomidorowego - czyt koncentratu z biedry
Grzyby - dużo grzybów, 
Masa przypraw,
co Ci się nawinie, mi nawinęła się soczewica

1. Przepłucz kapustę i ja trochę poszatkuj. No chyba, ze jesteś masochistą i 
lubisz jak bigos mordę wykrzywia. Ale zakładam, że nie...? Ta potrawa, to 
nie Order Uśmiechu.
2. Drugą ręką podczas płukania i szatkowania kapusty, możesz obrać dwie duże 
cebule, które następnie kroisz w phiórki i wrzucasz na masełko, które już 
ładnie skwierczy.
11. ZAPOMNIALEM o grzybach ! Dodaj szklankę drobno, ale nie za drobno 
posiekanych grzybków - mieliśmy czarne łebki - sparz je, co by nie mieć 
problemów żołądkowych.
3. Jeżeli cebula wygląda już - OK, dodaj kapuchę - najlepsza jest mojej mamy 
Maryli - dziękuje i pozdrawiam!
4. No i teraz zaczyna się freestyle ! :) 

- pieprz mielony, dużo pieprzu
- liść laurowy - na 1kg wrzuciłem chyba 5-6 listków
- 7-8 małych pieprzyków* :)
- papryka sypka
- bazylia otarta
- łyżka Vegety - miałem domową, ha ! Od Mamy Kasi - również pozdrawiam :)
- 3-4 ząbki czosnku - rozdrobnione czosnkownicą !
- pół szklanki soczewicy - surowej, niech chociaż coś konsystencją i 
wielkością przypomina kiełbasę
- dodaj także co Ci sie spodoba i co lubisz 
- aaa! pól szklanki wody nie zaszkodzi, co by kapucha nie przywarła za szybko 
do gara - mój dalej sie niedoszorował.

5. Wszystko wymerdaj dobrze, gotuj na wolnym ogniu, przykryj pokrywka

6. Po 20-30 min, jak kapucha trochę zmięknie dodaj mały słoiczek przecieru. Co 
zostanie w słoiku wypłucz woda i też dodaj, a co ! nie ma co marnować jedzenia 
:)

7. Gotuj.

8. Gotuj.

9. Jeszcze trochę !

10. Teraz czas na fantazję :) - spróbuj, co stworzyłeś(aś), ja na tym etapie 
dodałem półtorej łyżki miodu, oraz 50-70 g nalewki malinowej od Babci Krysi - 
brzmi dobrze, nie ? Tak też smakuje.

11. GRZYBY - zapomniałem!

12. Nie kombinuj z alkoholem gazowanym, typu - przepyszne piwo śliwkowe - 
chyba, ze jesteś masochistą - gastryczne rewolucje gwarantowane heeh

13. Sprawdź jak teraz smakuje - lepiej prawda ? :D

14. Gotuj, gotuj, gotuj. 

15. Najlepszy i tak będzie 3-go dnia. 

Smacznego :)
 
 
 
 P.S Nie zapomnij, że Bigosu Trolla nie miesza się łyżką. Użyj do tego głowy, 
tzn. znajdź sobie odpowiedniego ! ;)


Pozdro. 
NitroBUtroll

wtorek, 28 października 2014

Sezon na dahl!

Jak co roku, niedawno zaskoczyła na jesień.Oprócz złotych liści przyniosła mgłę, przymrozki i czające się wszędzie przeziębienia. Na szczęście w warzywniaku możemy kupić imbir, który jak amulet odgania od nas wszelkie choróbska a przy tym cudownie rozgrzewa. By jednak nie chrupać go na surowo gotujemy dziś wielki gar pysznej, bardzo aromatycznej i sycącej indyjskiej zupy dahl.

Potrzebujemy:
- 2-3 łyżek oliwy do smażenia
- pół cebuli
- 2 ząbki czosnku
- 3-4 centymetry świeżego imbiru
- szklankę czerwonej soczewicy
- marchewkę
- puszkę pomidorów
- przyprawy takie jak: curry, szczypta soli, słodka papryka, mielone chilli, kminek, kurkuma (jeśli masz w swoich zbiorach więcej indyjskich przypraw nie wahaj się ich dodać lekką ręką, Dahl ma mieć moc i pachnieć z daleka)

Do dzieła.
Marchewkę kroimy w kostkę i razem z soczewicą wsypujemy do garnka z wrzącą wodą z odrobiną soli. Gotujemy około 10 minut ( próbujemy czy wszystko jest miękkie,jeśli nie, dolewamy wody i gotujemy jeszcze chwilę)
Pokrojoną cebulę, wyciśnięty czosnek i starty imbir wrzucamy na patelnie z rozgrzaną oliwą i smażymy aż lekko się zarumieni. Dodajemy resztę przypraw i dorzucamy do naszego garnka z ugotowaną soczewicą. pomidory, mieszamy i czekamy aż się zagotuje. I voila, gotowe. Smacznego Skrzaty! :)



P.S. Chętnym polecam dodanie mleka kokosowego, a dla fanów zagryzania- chrupiące grzanki. Pycha!

środa, 15 października 2014

Z burakiem trzeba krótko.

Trudna sprawa z tymi burakami. Niewychowane, prosto z pola, nikt nie chce z nimi przebywać. Nasłuchałam się jednak o tym, że nic zdrowszego od nich być nie może, więc zaryzykowałam i wpuściłam jednego do kuchni. Taniość w studenckim wypadku to ogromna zaleta, więc dodam, że za mój bardzo okazały egzemplarz zapłaciłam 11 polskich groszy!
Żeby się zbytnio nie cackać, wrzuciłam byka do piekarnika i powstała tarta. Ale od początku:

Potrzebujemy:
- 1 wielki burak (albo 2-3 mniej dorodne)
- 1 ziemniak
- ciasto francuskie (kupiłam gotowe za 3,5 w biedronce, zwróćcie uwagę, żeby nadawało się też do słonych wypieków)
- kostka sera feta
- jajko
-3 łyżki mleka lub wody
- czosnek
- słonecznik łuskany
- przyprawy : szczypta chilli, bazylia, papryka


Buraka kroimy na ćwiartki, ziemniaka na pół i gotujemy do miękkości. Następnie obieramy ze skórki (po ugotowaniu praktycznie sama odchodzi) i kroimy w plastry. Fetę rozdrabniamy i blenderujemy z jajkiem, mlekiem(wodą) i przyprawami.. Ciasto układamy na formie (to biedronkowe ma kształt prostokąta, więc kawałek który pozostał można skroić w paski i ułożyć na wierzchu), plastry buraka i ziemniaka rozkładamy równomiernie na nim. Wylewamy na to nasz sos i posypujemy słonecznikiem. Układamy paski z ciasta, brzegi zaginamy do środka i wrzucamy do piekarnika. Pieczemy w 215st. 25 minut (aż będzie rumiane).
Kroimy i przekonujemy się, że buraki mogą być pyszne.

Katowicki skrzat życzy smacznego! :)

wtorek, 14 października 2014

Tortilla raz!

Na wstępie...nie, nie będę przepraszać, że tak długo nie pisałam, nie moja wina ;p Stałam się ludziem pracy, siedzę poza domem cały dzień np. dziś o 17 idę do pracy iii wracam [przy dobrych wiatrach] o 2 w nocy. Poza tym praktyki i uczelnia... Także no naprawdę NIE miałam czasu Robaczki ;P
Koniec biedolenia przejdźmy do rzeczy...szybko tanio i smakowicie, a przede wszystkim ZDROWO!


Tak, tak fast foody mogą być zdrowe, potrzebujemy do tego:
- placki tortilli (te z biedy za 3,70, są dobre)
- sałatę lodową
- paprykę
- kiełki (ja miałam na stanie... lucerny)
- puszkę groszku zielonego
- bułkę tartą
- cebulę
- czosnek
- jogurt (wybrałam grecki, bo jest gęsty)
- papryka w proszku (jeśli ktoś lubi to polecam ostrą)
- sól i pieprz
- olej do smażenia

Najpierw robimy kotlety, których notabene nauczył mnie OczkowskiSkrzat:

Wsypujemy groszek do miski (wcześniej odsączamy z zalewy, dodajemy jedną cebulę (kroimy ją i nie przejmujemy się, że jeden  jej kawałek jest wielkości ziarnka ryżu, a drugi wielkości brukselki), ząbek czosnku, łyżeczkę proszkowanej papryki. Blendujemy całość. Jak wyjdzie nam taka paćka i nie będzie można odróżnić groszku od cebuli dodajemy bułki tartej, tyle aby można było z tego wszystkiego ukulać kotleciki wielkości piłki pingpongowej.
Smażymy na oleju, na małym ogniu, aż się zrumienią (mi się troszkę zjarały, ale to nic i tak były pycha) :P


Podczas, gdy kotleciątka dochodzą na patelni, my zajmujemy się obkładem:  myjemy i kroimy wszystko warzywne, a placki tortilli podgrzewamy na patelni.
Robimy sos czosnkowy - do jogurtu greckiego dodajemy zmiezgane ząbki czosnku  (WspólokatorszczanySkrzat powiedział, że trochę przegięłam z ilością i że gębę wypala...ale przynajmniej nie będzie chorował, ot co!) z towarzystwem soli i pieprzu.
Kładziemy wszystko na placku, warzywa, kiełki, kotlety z grochu, polewamy sosem ii zawijamy szczelnie, by nam się nie rozpadło.

Dac yt! Danie zajęło mi mniej czasu niż napisanie tego posta, także śmiało próbujcie i wcinajcie! Pyyyysznota! :D


PS. Jak tam jesienne nastroje?!

sobota, 27 września 2014

?!? Kaszotto!

Gdy usłyszałam nazwę 'kaszotto' roześmiałam się i stwierdziłam, że to najgłupsza nazwa potrawy, jaką słyszałam. 
Przyzwyczaiłam się już do wszystkiego pod pierzynką, otulonego czymś tam, nawet do jabłkowowej chmurki na maślanym kobiercu (tak chodzi o szarlotkę), a także do pikantnych babeczek na mchu w czosnkowym deszczyku. Cholera no fantazja w kuchni jest niezbędna by stworzyć coś niepowtarzalnego, ale kaszotto...jak to brzmi?! 
Rozbawiona i zarazem zaintrygowana sprawdziłam czym jest kaszotto i okazało się, że hahaha jest to najzwyklejsza jakakolwiek kasza z jakimkolwiek czymś. 



W rozbawionym nastroju wzięłam się za moje danie.
Wybrałam pęczak. ugotowałam go według przepisu na opakowaniu. Do duetu zgłosił się brokuł, umyłam go i podzieliłam na małe kawałki.
Podsmażyłam na maśle cebulkę i wrzuciłam brokuła, mieszając raz po raz poczekałam, aż zmięknie, następnie dodałam śmietany 18% i przypraw: wdusiłam ząbek czosnku, dodałam soli, pieprzu i ostrej papryki w proszku. 


Voilà ot cała filozofia!


PS. A Wy Skrzaty macie jakieś kulinarne ciekawostki, które Was rozbawiły? 

czwartek, 25 września 2014

Jesienne rewolucje!

Jesień! Najbardziej ponura pora roku. Najwięcej smutku, chandr, deszczu, chmur i nudy!
Ależ skąd, nic bardziej mylnego jesień jest zajebista!
I mówię to ja Skrzat Pogodynka...przyznam się teraz do wstydliwych wstydliwości albowiem, płaczę razem z chmurami. Gdy one płaczą ja razem z nimi. Wywiązał się nawet pewien konflikt z tego tytułu, bo jak ja zacznę płakać pierwsza to mają mnie głęboko w nosie i chowają się gdzieś po drugiej stronie globu, potrafią nawet słońce wydelegować by pogadało no ale spokojnie pracujemy nad tym. Tak czy inaczej uwielbiam jesień, za złote kolory, za dynię i za grzyby, za magiczne góry otulone chmurami i nawet za ten deszcz. Dlatego też dziś bardzo jesiennie, moje dwie ulubione kombinacje: zupa z dyni iiii makaron z grzybami!

"Złote Błoto jesieni" Potrzeba Ci:
Jednej małej dyni z zieloną skórką, Mama Skrzat mówi, że to odmiana blue hokkaido, która prezentuje się o tak:
Myślę że rodzaj dyni nie jest najważniejszy, ale...prawdę powiedziawszy...krem dyniowy robiłam tysiące razy z rozmaitych odmian i mogę powiedzieć z ręką na sercu, że ta odmiana wymiata, jest po!
Co oprócz dyni?
Włoszczyzna, ja kupiłam taką włoszczyzna clasic ;D z biedy za 3zł gdzie w opakowaniu był por, seler, pietrucha i mafefka. 
Chleb do grzanek.
Sól, pieprz i moja ukochana gałka muszkatołowa.


Dynię obieramy i kroimy na kawałki ok 3 cm - nie JakiSkrzacie nie musisz mierzyć ich linijką.
Wrzucamy ją do piekarnika - ja nastawiłam grzanie na 200st - iiii czekamy, aż się zrobi miękka. Ponownie JakiSkrzacie wiem, że nie masz piekarnika, ale jak nie masz to porostu pomiń ten etap.
W czasie jak nasza pomarańczowa koleżanka sobie gdzieś leżakuje, obieramy włoszczyznę, kroimy ją na małe kawałki i wrzucamy do osolonej gotującej się wody (wtedy warzywa nie wiem czemu ale są smaczniejsze, aha i z ilością wody nie przesadzajcie, mają zostać nią "przykryte", JakiSkrzacie ponownie mały komunikat wrzuć swoją dynię w tym momencie razem z resztą)
Jak już wszystko jest miękkie, dorzucamy upieczoną dynię do kolegów w garze, blendujemy całość, dodajemy przypraw, sól pieprz, gałka robimy grzanki i wcinamy z trzepoczącymi uszami.

Królowie lasu:

W tym przypadku sprawa jest bardziej skomplikowana, bo musimy ubrać buty, ciepłe gacie i  upolować składniki na to przepyszne danie. Tak, tak łapcie koszyk i zasuwajcie po grzyby do lasu!
Jak już będziecie miały ok 20 pysznych pachnących szczęściem podgrzybków, borowików, czarnych-łepków i innych takich, oczyśćcie je i pokrójcie na kawałki, nie plasterki - broń Bogów - wtedy zamordujecie królów lasu! Usmażcie jedną cebulkę na dużej ilości masła, a następnie dorzućcie grzyby. Gdy po godzinie pyrkania na malutkim ogniu będą miękkie dodajcie parę łyżek śmietany 18%,  szczyptę cukru i jak macie dwie łyżki białego wina. Doprawcie solą i pieprzem ugotujcie makaron taki jaki lubicie iiii rozkoszujcie się tym królewskim daniem!
Ten dań jest o tyle fantastyczny, że po porannym spacerze, w towarzystwie drzew, ptaków, pająków, żuczków, liści, zapachów natury, wrócimy do domu głodne jak wilki i szczęśliwe jak nigdy!

Pozdrawiam Was Zuchy moje, a szczególnie Skrzata z Katowic, który wysłał wiadomość, że zmierzy się dziś z plackami z cukinii!